tex-star
WBleasing
farma x-mas
Technika leśna

Poradnik Młodego Drwala cz. 14

Dodano: 01.06.2017

Ręczny ściągacz linowy, czyli tirfor - to narzędzie, bez którego drwal nie powinien wybierać się do lasu. Dlaczego jest taki ważny, choć niestety tak rzadko spotykany?

 

 

Tirfor, czyli inaczej mówiąc ręczny ściągacz linowy to urządzenie, które możemy wykorzystywać na dwa podstawowe sposoby. Po pierwsze – jest niezastąpiony podczas prowadzenia ścinki drzew szczególnie trudnych, znacząco pochylonych w inną stronę, niż wybrany przez nas kierunek obalania drzewa.

 

Po drugie – za jego pomocą możemy bezpiecznie ściągnąć niemal każde zawieszenie. Urządzenie to jest bardzo proste w swojej konstrukcji, niemal nie wymaga serwisowania, a w wielu przypadkach uratowałby życie pilarzom, którzy takiego sprzętu nie mieli.

 

Niestety na palcach jednej ręki mogę zliczyć firmy (oczywiście w Polsce), które mają go na swoim wyposażeniu – ale nie leżący w stodole nazywanej magazynem sprzętowym, tylko rzeczywiście używany w lesie, jako sprzęt podstawowy (!) do ścinki drzew. Jaki jest powód, że tirfor nie jest u nas tak popularny, jak choćby np. w Niemczech? Przyczyn dopatruję się aż trzech.

 

Pierwszym powodem, dla którego polski zul nie używa tirfora to: …lenistwo. Bo komu chciałoby się rozwinąć długą linę, zahaczać pień, zwijać linę… Do tego przecież to jeszcze tyyyyle waży… No po prostu urządzenie bez sensu! Jednak ja uważam inaczej i przytoczę dwa przykłady zespołów roboczych – jeden z tirforem (nazwijmy go „A”), a drugi bez tirfora (nazwijmy go „B”).

 

Zacznijmy od zespołu „A” – pilarz plus pomocnik pracują w lesie przy ścince. Niestety zawiał wiatr, obalane drzewo uległo zawieszeniu. Wszelkie dozwolone metody ściągnięcia drzewa zawieszonego nie przyniosły efektu, w pobliżu nie ma ciągnika, który ściągnąłby nasze zawieszenie. Co robi zespół „A”, który ma pod ręką tirfor? Rozkłada go w pięć minut. Przymocowuje odpowiednio do pni z jednej i z drugiej strony, a następnie bezpiecznie ściąga zawieszenie. Po pracy – kolejne 5 minut i urządzenie jest złożone.

 

Teraz weźmy tę samą sytuację, ale nie mamy tirfora pod ręką. Dźwignia – obracak już nic nam nie daje, zawiasa odcięta, pień „spadł” z pniaka i wbił się w glebę. Co robi zespół „B”? Zdarzały się przypadki, że pozostawiano takie drzewo niemal na sam koniec prac, albo do momentu przyjazdu ciągnika na kolejny dzień. Jest to niedopuszczalne i karygodne zachowanie, a przede wszystkim nieodpowiedzialne i zabronione, ponieważ nie możemy przystąpić do ścinki, jeżeli poprzednie ścinane drzewo nie zostało obalone. Ktoś może przez to stracić życie.

 

Najczęściej jednak pilarze chcą „popchnąć” zawieszenie kolejnym drzewem – tzw. „efekt domina”. Niestety zwykle zamiast domina robi nam się szałas lub namiot typu indiańskiego tipi, gdzie w centralnym punkcie stoi drzewo i zawieszona na nim sztuka, a dookoła nich kolejne pozawieszane drzewa. Tutaj nie ma żadnych oszczędności czasu ani jakichkolwiek innych. Jest za to wielkie ryzyko i igranie ze śmiercią.

 

Kolejnym powodem, dla którego zulowcy nie używają tirfora to jest jego cena. To prawda, do najtańszych to urządzenie nie należy – za dobry sprzęt trzeba zapłacić od 2 tys. zł w górę. Moim zdaniem jednak cena nie jest dobrą wymówką, aby nie korzystać z tego typu ściągacza, bo jak wycenimy w takim razie bezpieczeństwo i życie naszych pracowników?

 

Trzecim powodem, którym wymienię będzie brak umiejętności w posługiwaniu się tego rodzaju sprzętem. Jak już kiedyś wspominałem – człowiek, jeżeli czegoś nie umie to z żadne skarby tego nie będzie lubił robić. „Skoro nie wiem jak, to wolę po swojemu”, a to różnie się może skończyć…

 

Jak pracować?

Aby dobrze ścinać drzewa wymagające użycia tirfora, bądź ściągać zawieszenie ważne jest, aby pilarz ze swoim pomocnikiem dobrze się rozumieli i wiedzieli o ma robić jeden i drugi w danej chwili.

 

Nie można np. zbyt mocno napiąć wstępnie liny, ponieważ drzewo nam ruszy zbyt gwałtownie i może się rozłupać. Jeżeli będzie byt lekko naciągnięte – może nam upaść w inne miejsce, niż chcieliśmy. Wstępnie napięta lina nie powinna zwisać swobodnie, oraz nie powinniśmy „wyrywać” drzewa, jeszcze przed jego podcięciem.

 

 

(Grafika zaczerpnięta z instrukcji BHP)

 

Ściągany pień zahaczamy możliwie jak najwyżej – wówczas będziemy działali z większą siłą. Również zastosowanie tzw. bloczka kierunkowego” powoduje, że siła, której musimy użyć maleje niemal dwukrotnie – warto zatem się w niego również zaopatrzyć. Należy bowiem pamiętać, że nie wolno ciągnąć drzewa bezpośrednio na siebie, przy linie krótszej niż dwie wysokości drzewa. Bloczek zmienia nam kierunek, więc jesteśmy bezpieczniejsi, a przy okazji jest nam lżej ciągnąc drzewo. Samą ścinkę prowadzimy tak jak podczas zwykłych prac, pamiętając o zasadach ogólnych stosowanych przy ścince, jak i o klinach – warto zabezpieczyć się dodatkowo, przed cofnięciem pnia, wkładając je w rzaz ścinający.

 

 

Zobacz pozostałe części "Poradnika Młodego Drwala":

 

Cz. 1 - Dlaczego drwale w Polsce nie używają dodatkowego osprzętu?

Cz. 2 - Taśma miernicza

Cz. 3 - Kleszcze do drewna

Cz. 4 - Klupa i inne dodatki w pasie drwala

Cz. 5 - Ostrzenie piły na stojąco

Cz. 6 - Łańcuch i jego parametry

Cz. 7 - Jak prawidłowo naostrzyć piłę?

Cz. 8 - Tankowanie pilarki

Cz. 9 - Elementy bezpieczeństwa w pilarce

Cz. 10 - Jak bezpiecznie obchodzić się z pilarką?

Cz. 11 - Planowanie prac 

Cz. 12 - Szlaki operacujne od podszewki

Cz. 13 - Zanim zaczniesz ścinać

Cz. 14 - Tirfor

Cz. 15 - Ścinka drzew z dźwignią - obracakiem

 

 

JH

 

 

 

Komentarze (0)
Zaloguj się lub zarejestruj, aby dodać komentarz.

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza.

© 2014 firmylesne.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i realizacja: DIFFERENCE